Powrót do listy Poprzedni artykuł

Konferencja pt. UE jako superpaństwo czy wspólnota suwerennych państw?

9 lutego 2024 r.
Udostępnij
Konferencja pt. UE jako superpaństwo czy wspólnota suwerennych państw?

W piątek w Warszawie odbyła się konferencja grupy EKR pt. „UE jako superpaństwo czy wspólnota suwerennych państw?”. Podczas wydarzenia, moderowanego przez współprzewodniczącego EKR, prof. Ryszarda Legutkę, z udziałem eurodeputowanych Nicoli Procacciniego, Jacka Saryusz-Wolskiego, Roba Roosa, Jana Zahradila i Margarity de la Pisy, europosłowie dyskutowali nad możliwymi scenariuszami dotyczącymi przyszłości UE i zastanowią się nad ich konsekwencjami.

Premier Morawiecki otwierając konferencję stwierdził: "Stoimy dziś na rozdrożu". Mówił, że istnieją dwa modele rozwoju Unii Europejskiej - pierwszy kierunek, to potencjalne przejście w stronę superpaństwa ze stolicą w Brukseli, drugi, to Europa narodów. "Niektórzy mogą myśleć, że ta pierwsza opcja może być kontynuacją cesarstwa rzymskiego, a tak naprawdę jest to dekonstrukcja bogatej historii Europy. Druga opcja to uznanie, że Unia jest wspólnotą niezależnych państw. To jest koncepcja zgodnie z którą Europa składa się z narodów, Europa szanuje różnice lokalne, a jednocześnie opiera się na wolnym handlu oraz wymianie kulturalnej i gospodarczej" – mówił polityk PiS.

Mateusz Morawiecki podzielił się uwagami nt. równości, różnorodności i włączenia podkreślając, że to są najważniejsze zasady Unii Europejskiej. "Unia to nie jest uczta najsilniejszych. Oczekujemy równości. Głos każdego członka Unii musi być tak samo ważny przy stole" - podkreślił. Ponadto zaznaczył, że Unia powinna być otwarta dla każdego państwa członkowskiego i uznawać fakt, że to właśnie one decydują o polityce wewnętrznej. "Domagamy się także różnorodności. Każde państwo członkowskie ma własną kulturę, własne prawo, setki lat historii, tradycji. Nasze narody przeszły zbyt wiele, zaszły zbyt daleko by teraz stać się tylko prowincjami superpaństwa zarządzanego z Brukseli" - stwierdził.

Polski polityk mówił o problemach, z jakimi dziś boryka się UE w kontekście kryzysu migracyjnego i unijnej polityki relokacji migrantów. "Polityka migracyjna Unii Europejskiej może być kształtowana wyłącznie w oparciu o jednomyślność, a jej instrumenty muszą mieć charakter dobrowolny zgodnie z konwencjami międzynarodowymi" – podkreślił. Mówiąc o karach za odmowę za przyjęcie nielegalnych migrantów Premier stwierdził, że nie wolno nikogo zmuszać do przyjmowania wartości europejskich. "Dlatego przymusowa relokacja nielegalnych migrantów zaszkodzi Europie. Europa będzie prawdziwym domem tylko dla tych, którzy wierzą w wartości europejskie" – zaznaczył Morawiecki.

"Europa jest naszym domem. W domu powinniśmy czuć się bezpiecznie, powinniśmy czuć się wolni. Tego chcemy, ale jednocześnie chcemy Europy ambitnej, Europy, która jest w awangardzie zmian technologicznych i gospodarczych. Chcemy walczyć o najwyższą stawkę na świecie i w związku z tym musimy chronić tożsamość i dziedzictwo Europy. Wierzę, że taka jest nasza przyszłość" – zakończył.

Profesor Ryszard Legutko mówił, że Unia Europejska zmierza do niepokojącej zmiany w superpaństwo. „Stoimy przed wyborem. Z jednej strony mamy tych, którzy chcą suwerenności, z drugiej tych którzy są przeciwko niej. To zdumiewające, że koncepcja suwerenności, która ma tak szlachetną tradycję w tym momencie cieszy się negatywną reputacją wśród tych, który rządzą Unią Europejską” - stwierdził.

Eurodeputowany zwrócił również uwagę na ogromne niebezpieczeństwo w Unii Europejskiej, jakim jest monopol polityczny. „Konsekwencje wyrastającego w Europie monopolu politycznego są takie, że stojący na czele Unii Europejskiej nie są wręcz w stanie zaakceptować faktu, że ktoś może mieć inne opinie, niż oni. Chodzi tu także o kwestie dotyczące pewnych regulacji prawnych, o kwestie pewnej praktyki oraz instytucję kordonu sanitarnego - czegoś niewyobrażalnego, a funkcjonującego już w Parlamencie Europejskim” - zauważył z niepokojem polski polityk.

Profesor Lekutko dodał, że niebezpieczeństwo płynące z monopolu politycznego i monopolu na ideologię jest coraz bardziej wyraźne. „Sama idea tego, że Komisja Europejska ma być odpowiedzialna za kwestie wolności słowa jest tak niedorzeczna, jak dawanie zapałek piromanowi” - stwierdził.

Jacek Saryusz-Wolski przypomniał, że Unia jako wspólnota suwerennych państw wywodzi się bezpośrednio z koncepcji jednego z ojców założycieli Unii, Roberta Schumana.

Przytoczył słowa Schumana, który w "Pour l'Europe" (1963) napisał: „Moja idea nie polega na tym, aby połączyć kraje w celu stworzenia Super Państwa. Nasze państwa europejskie są rzeczywistością historyczną. Z psychologicznego punktu widzenia byłoby to niemożliwe, aby się ich pozbyć. Ich różnorodność jest dobrą rzeczą, i nie zamierzamyaby je redukować lub dokonywać zrównywania".

Eurodeputowany wskazał, że forsowana przez lewicowo-liberalne partie głównego nurtu koncepcja UE jako scentralizowanego oligarchicznego superpaństwa oznacza w istocie instytucjonalną przemoc wobec buntowników, którzy sprzeciwiają się centralizacji i doprowadzi do wyraźnego podziału na rządzących i rządzonych, hegemonów i peryferia w oparciu o głębokie nierówności oraz „logikę siły i przymusu”.

Jak mówił Saryusz-Wolski, istnieją 3 podstawowe mity, które należy obalić w odniesieniu do zmiany traktatów.

Jako pierwszą ideę wymienił kwestię federalizacji, czy Stanów Zjednoczonych Europy, która w rzeczywistości prowadzi do powstania superpaństwa. Przypominał, że podstawą federacji jest to, że jej elementy składowe są równe, niezależnie od wielkości. Jako przykład podał małe i duże kraje związkowe w Niemczech, które w Radzie Federalnej mają praktycznie równą liczbę głosów. Nawiązał także do kantonów w Szwajcarii, mające równą reprezentację oraz stanów w USA, mających po dwóch przedstawicieli w Senacie każdy.

„Choć tak zwany główny nurt polityczny twierdzi, że proponowana zmiana traktatów jest projektem federalnym, w rzeczywistości jest wręcz antyfederalna, zaś nazywanie tego federacją lub Stanami Zjednoczonymi Europy jest największą mistyfikacją, gdyż w rzeczywistości jesteśmy świadkami centralizacji” - wyjaśniał eurodeputowany. Zauważył, że obecnie w Unii Europejskiej im kraj jest większy pod względem liczby ludności, tym więcej znaczy, natomiast cały projekt zmierza to do tego, że w przyszłości oddziaływanie największych unijnych państw jeszcze się zwiększyło.

Jacek Saryusz-Wolski podzielił się również uwagami dotyczącymi niesłusznie promowanej w Unii idei jakoby proponowane zmiany miały prowadzić do pogłębienia demokracji. W tym kontekście poinformował, że Raport Parlamentu Europejskiego zawiera propozycje nowych kompetencji: 1 nowej kompetencji wyłącznej i 7 nowych kompetencji dzielonych, a także znacznie ogranicza prawo weta państw członkowskich w 34 przypadkach. „Propozycja parlamentarna jest w rzeczywistości masowym transferem władzy z poziomu państw członkowskich na poziom UE, a proponowane zmiany spowodują zakłócenie równowagi między tymi dwoma poziomami- unijnym i krajowym” - wyjaśniał europoseł. Dodał, że doprowadziłoby to w rzeczywistości do stworzenia systemu mniej demokratycznego, ponieważ jedyne funkcjonujące demokracje znajdują się na poziomie państw narodowych, podczas gdy na poziomie Unii demokracja jest bardzo słaba i istnieje tzw. deficyt demokratyczny, co jest naukowo stwierdzonym faktem.

„Propozycja Parlamentu Europejskiego zakłóca równowagę na korzyść Unii Europejskiej i odchodzi od zasad, takich jak pomocniczość, proporcjonalność i bliskość. To antydemokratyczne rozwiązanie ma na celu umożliwienie oligarchicznym elitom sprawowanie rządów z pominięciem głosu ludu, i tu zachodzi realne ryzyko, że system polityczny będzie bardziej autokracją, a nie demokracją” - stwierdził. Polski polityk zwrócił także na zjawisko „pełzającego zagrabiania kompetencji”, tzw. „competence creep” oraz wyraził obawę w stosunku do elit chcących zawłaszczać i zmieniać  traktaty, ukrywając to przed ludźmi.

Eurodeputowany EKR wypunktował w swojej wypowiedzi nieprawdziwą tezę, jakoby rozszerzenie Unii wymagało najpierw pogłębienia unijnej integracji. Podobne podejście skrytykował jako błędne i politycznie stronnicze. Zauważył przy tym, że wyniki szeroko zakrojonych badań naukowych dotyczących funkcjonowania instytucji UE, dowodzą, że poprzednie rozszerzenia nie miało negatywnego wpływu na zdolność decyzyjną UE. „Wręcz przeciwnie, szybkość podejmowania decyzji faktycznie wzrosła” - nadmienił. „Nie ma danych empirycznych sugerujących, że reforma instytucji UE jest konieczna dla nadchodzącego rozszerzenia. Różne badania pokazują, że w perspektywie rozszerzenia UE powinna się decentralizować, a nie dalej centralizować” - argumentował polityk. Jako ostateczny dowód na to, że reforma UE nie ma na celu przygotowania Unii do jej rozszerzenia podał fakt, że rozszerzenie nadal będzie wymagało jednomyślności, nawet po proponowanych zmianach.